Wejść na bloga (od 22.04.2012)

czwartek, 9 czerwca 2016

SIEDEM LAT - Pierre i Raimundo



7

Rozdział dodatkowy
7 srebrnych lat!
Ten rozdział to jeden z siedmiu części jakie pojawią się wkrótce na moich blogach z okazji 7 lat pisania opowiadań! Oto harmonogram:

Dzień 1 – PiR - Przeprowadzka
Dzień 2 – BE
Dzień 3 – DS
Dzień 4 – GCz
Dzień 5 – 8C
Dzień 6 – Ukryty Epilog
Dzień 7 – ? ? ?



PRZEPROWADZKA

            Dobrze pamiętałem. Nie lubiłem się przeprowadzać. Co prawda ostatni raz robiłem to kilka lat temu, ale okazało się, że moja niechęć do opuszczania znajomych miejsc wcale się nie zmieniła. Nie wątpiłem nawet, że będę tęsknić za tym miejscem. Koniec końców w tym mieszkaniu spędziłem pięć lat.
            Nie lubiłem robić się sentymentalny, ale delikatne ukłucie w okolicy serca nie było przyjemne. Ja naprawdę będę tęsknić za tym mieszkaniem. Za Toruniem.
            Nie chciałem się rozklejać.
            – Au! – krzyknąłem i spojrzałem na swoje prawe ramię. Majtek postanowił wylądować właśnie tam, wbijając się boleśnie w skórę. – Rai! Miałeś spakować ptaka!
            – Przecież założyłem spodnie! – odkrzyknął z sypialni
            – Tego drugiego ptaka – odpowiedziałem, próbując zrzucić z siebie Majtka.
            Papuga dzielnie walczyła, a ja się poddałem. Z nią na ramieniu, poszedłem do sypialni. Raimundo walczył właśnie z zamknięciem walizki, przygniatając ją kolanem. Okazało się, że mój narzeczony ma więcej ciuchów niż ja.
            – Mówiłem ci, abyś większą część wysłał na początku z rodzicami – powiedziałem tonem ganiącego ucznia nauczyciela.
            – Problem w tym, Pierre, że tak zrobiłem – odpowiedział zasapany i delikatnie spocony. – Pomożesz mi?
            – Jasne – powiedziałem.
            Modląc się, aby walizka nie pękła, udało nam się w końcu ją zamknąć, chociaż stawiała zaciekły opór. Teraz wyglądała na gotową do eksplozji, gdy tylko ktoś ją dotknie. Już chciałem pogratulować nam dobrej roboty, gdy w drzwiach pojawiła się Amanda z błyskiem w oku i komórką w ręku. To co zobaczyła, wyraźnie ją zasmuciło.
            – Co? – zapytała głupio. – Co wy tu robicie?
            – Zamykamy walizkę – odpowiedział Rai. – A co myślałaś?
            – Cóż, biorąc pod uwagę odgłosy „tutaj mocniej, Rai” oraz „nie, złap tu”, liczyłam przynajmniej na grę wstępną. – Z wyjątkowo zawiedzioną twarzą, schowała komórkę do torebki. – Ale widzę, że zrobiliście się nudni.
            Posłałem jej ponure spojrzenie, a w tym momencie w drzwiach stanęła druga osoba. Był nią nikt inny jak Leon Warczyński we własnej osobie. Przejechał wzrokiem po sypialni i skrzywił się.
            – Mówiłaś, że będzie seks – stwierdził z wyrzutem. – Nie widzę seksu. Gdzie mój obiecany seks?
            – Wyobrażasz sobie, że tylko zamykali walizkę? – prychnęła Amanda.
            – Serio? – Zmarszczył czoło. – I potrzebowali do tego takich zwrotów jak „uklęknij na tym i przyciśnij kolanem”? Bo myślałem, że może w końcu Pierre mnie prześcignął – Wyszczerzył zęby. – ale widzę, że wciąż jest grzecznym chłopcem.
            – Cieszę się, że nasze życie seksualne tak was angażuje – oznajmiłem, wstając. – Ale już uprawialiśmy seks.
            – Dwa razy – dodał Rai.
            – I papuga patrzyła – oznajmiłem. Przybiliśmy sobie piątki z Raiem, a Leon i Amanda, wymienili się spojrzeniami.
            – Zwierzaki – prychnął Leon i wycofał się do salonu.
            – To jak? Wszystko już spakowane? – zapytała Amanda, klaszcząc w dłonie. – Widzę, że sypialnie opróżniliście.
            – Została jeszcze kuchnia – poinformowałem. – Ach, no i kilka rzeczy z łazienki, ale to już raczej kosmetyki.
            – No tak, zawsze musisz być piękny. – Pokiwała głową z uznaniem.
            Wróciliśmy do salonu i przejechałem po nim wzrokiem. Leon właśnie sięgał po pudło, które miało być zniesione do samochodu, mniej więcej w tym samym momencie co Tymon. Spojrzeli na siebie nad pudłem, a skrzyżowanie ich spojrzeń mogło równie dobrze ciąć.
            – Dam radę sam – warknął Leon.
            – Ja też – odpowiedział Tymon.
            – Nie powinieneś iść rzygać sierścią?
            – Nie powinieneś teraz lizać swoich jajek?
            – Co ty do mnie, kur…?
            – Miau, hau. Miau, hau – wtrąciła Amanda, stając obok nich. – Jesteście czarujący w swojej kotowatości i psowatości, ale po kilku latach to robi się nudne, a więc jeden bierze to pudełko, a drugi tamto i obaj niesiecie je grzecznie do mojego samochodu.
            – Nie jestem psem! – warknął Leon
            – Nie jestem kotem! – oznajmił Tymon w tym samym momencie co Leon.
            – Dość! – przerwała im poirytowana. – Nie możecie być jak wasze zwierzęta? – wskazała na Aksela i Zmorkę, którzy właśnie ucinali sobie drzemkę, wtuleni w siebie.
            – Ale…!
            – Pudełka. Do samochodu. Ale już! – Prawie krzyknęła.
            Leon i Tymon sięgnęli po dwa osobne pudła i wynieśli je z mieszkania, milcząc. Amanda zatarła ręce i pokiwała głową, dumna z siebie.
            – Jesteś cudowna – stwierdził cichy głos za nią, a ona podskoczyła. Obejrzała się za siebie i uśmiechnęła się do Mikołaja.
            Szczerze powiedziawszy, gdy pierwszy raz zobaczyłem się z Mikołajem po dłuższym czasie prawie go nie poznałem. Zostałem tylko ostrzeżony przez Leona krótkim smsem, że Mikołaj ma nową fryzurę. Nie dodał jednak, że jego chłopak w nowej fryzurze wygląda tak dobrze, że nawet mi zrobiło się głupio, gdy sobie pomyślałem jak „do zrobienia” teraz wygląda.
            Odświeżyłem sobie pamięć i gdy poznawałem Mikołaja, miał on dziewiętnaście lat, nie bardzo dbał o swój wygląd i miał te długie, ciemne włosy, które opadały grzywką na jego czoło. Trzymając się głównie białych i prostych tonacji, Mikołaj zawsze miał długie włosy, które w pewnym momencie zaczął związywać z tyłu głowy. Musiałem przyznać, że nawet wtedy wyglądał dobrze, a na Leonie zrobiło to fenomenalne wrażenie.
            Obecnie Mikołaj miał dwadzieścia pięć lat i stwierdził, że pora na małą rewolucję w swoim wyglądzie. Pomogła mu w tym Amanda, która zawsze miała słabość do Mikołaja, a więc gdy napisał do niej z prośbą o pomoc, rzuciła wszystko w Warszawie i przygnała do Torunia, prawie tracąc kilka punktów i prawo jazdy.
            Efekt jednak był piorunujący. Amanda chodziła z Mikołajem cały dzień po galerii handlowej, wybierała dla niego najlepsze ciuchy, on je cierpliwie przymierzał. Wisienką na torcie była wizyta u fryzjera (został polecony przez panią Krysię, właścicielkę mieszkania Pierre’a i Raimunda), gdzie Mikołaj zadecydował ściąć swoje długie włosy.
            I teraz Mikołaj stał w naszej kuchni ubrany ciemne spodnie, odsłaniając blade kostki, czarne trampki, kremową koszulę, na której miał jeansową kurtkę. Ogolony krótko po bokach głowy, zostawiając dłuższy fragment na czubku i przy czole, który zaczesywał na prawo, podobał mi się po raz pierwszy w życiu odkąd się poznaliśmy. Amanda zrobiła kawał dobrej roboty.
            – Ach, moje najwspanialsze dzieło – powiedziała Amanda i pocałowała go w policzek. – Wyglądasz tak dobrze, że mogę jedynie żałować, że jesteś młodszy.
            – I jest gejem – dodał słusznie Rai.
            – Kochanie, ja nawet geja poderwę – odpowiedziała spokojnie. – Ale Mikołaj wciąż wygląda jak licealista i nie mogłabym tego zrobić. Czułabym się… niezręcznie.
            – I tak mam chłopaka – stwierdził rozsądnie Mikołaj. Może i zmienił wygląd, ale wciąż pozostawał obojętnym i racjonalnym chłopakiem, którego od dawna znałem. – Niemniej, jestem pełen podziwu, że radzisz sobie z Leonem.
            – Radzę sobie z mężczyznami. Na was po prostu trzeba czasem huknąć, aby zadziałało – wyjaśniła dobrodusznie.
            – Niestety nie umiem… huczeć – oznajmił Mikołaj i teraz jak się nad tym zastanowiłem, rzeczywiście nigdy nie słyszałem, aby podnosił głos. – Pierre, Raimundo. – Zwrócił się ku nam. – Spakowałem już większość rzeczy z waszej kuchni. Alfabetycznie. Przeterminowaną paczkę prezerwatyw mam wyrzucić czy trzymaliście ją w szufladzie z przyprawami z powodu jakiegoś niezrozumiałego sentymentu?
            Popatrzyliśmy po sobie razem z Raiem, szczerze zdumieni.
            – Paczka prezerwatyw? – zapytałem.
            – W szufladzie z przyprawami? – dodał Rai, marszcząc czoło. Spojrzeliśmy po sobie. Dawno minęły czasy, gdy się zabezpieczaliśmy. – Może chcieliśmy coś ugotować…?
            – Czyli wyrzucić – stwierdził Mikołaj z wyraźną ulgą.
            W tym momencie na górę wrócili Leon i Tymon, posyłając sobie zdenerwowane spojrzenia. Na widok tej grupki, uśmiechnąłem się. To byli moi najbliżsi przyjaciele. Moja druga rodzina. Tyle wspaniałych charakterów.
            Poczułem delikatne pieczenie w oczach. Ruszyłem do łazienki, tłumacząc się, że jeszcze muszę spakować resztę rzeczy. Przetarłem powieki i pomyślałem sobie, że może łatwiej byłoby się przeprowadzać, nie musząc się z nimi wszystkimi żegnać? Może powinniśmy byli to zrobić w tajemnicy? Żegnać się z nimi wszystkimi…
            Pociągnąłem nosem i spojrzałem w lustro. Dokładnie na ułamek sekundy miałem wrażenie, że ktoś za mną stoi. Obejrzałem się przez ramię, ale dotarło do mnie, że to jedynie ręczniki. Chyba. Byłem sam w łazience. Zacząłem pakować rzeczy do torby (niealfabetycznie), tęskniąc jeszcze za jedną osobą.
            Milena. Chociaż minęło już tyle czasu, wciąż za nią tęskniłem i  rozmyślałem o mojej najlepszej przyjaciółce. Bardzo bym chciał, aby tu teraz była. Raimundo powiedziałby pewnie coś w stylu „Pierre, ona zawsze jest z nami”, ale ja niestety zawsze byłem dość sceptycznie nastawiony co do pozagrobowego życia. Czy byłem przez to okropnym człowiekiem?
            Prawdopodobnie utonąłbym w tych rozmyślaniach, gdyby nie to, że do łazienki wszedł Rai, zamykając za sobą drzwi. Przez chwilę milczeliśmy, a ja udawałem, że poprawiam coś przy torbie.
            – Wszystko w porządku? – zapytał Rai.
            – Jasne – odpowiedziałem spokojnie i uśmiechnąłem się do niego.
            – Pierre – powiedział moje imię i wyczułem w nim prośbę.
            Westchnąłem lekko i wzruszyłem ramionami.
            – Ta przeprowadzka sprawia, że mam nawrót tych… no… jak one się zwą?
            Rai uśmiechnął się pod nosem.
            – Uczucia?
            – O, właśnie! – Pstryknąłem palcami i wskazałem na niego. – Mam nawrót uczuć.
            – Zawsze lubiłem, gdy udawałeś takiego niedostępnego dupka – powiedział Rai, podchodząc do mnie i pomagając zapakować ręczniki. – kiedy tak naprawdę wcale taki nie byłeś. I nie jesteś.
            Milczałem chwilę.
            – Pierre, ja też będę tęsknił – powiedział w końcu. – Toruń jest… Tu wydarzyło się prawie wszystko. Tutaj nauczyliśmy się tylu rzeczy i nie mam na myśli tylko studiów – dodał z uśmiechem. – I też się boję zrobić ten krok. Przeprowadzamy się do Gdańska, do innego miasta. Zaczynamy nowy rozdział, ale to kolej rzeczy, z którą musimy się pogodzić. I chociaż trochę się obawiam, cieszę się, że jesteś obok.
            Spojrzałem w jego czekoladowe oczy, które zawsze tak uwielbiałem. Jakim fantastycznym stworzeniem był Rai.
            – Dziękuję – powiedziałem cicho. – Myślisz, że damy radę?
                – Pewnie, że tak. Nie takie imprezy kładliśmy. – Wyszczerzył zęby, a ja parsknąłem śmiechem. – Poza tym pamiętasz, że mamy zamiar później zamieszkać w Paryżu, prawda?
            – Ach, no tak. Nasz plan. – Pokiwałem głową. – Muszę odświeżyć mój francuski.
            – Damy radę, Pierre – stwierdził. – Tout va etre bien, Pierre.
            – Jestem pewien, że nie powinieneś wymawiać końcówek.
            – Jestem pewien, że staram się być romantyczny.
            – Zaraz obok mamy kibelek. Mało romantyczne miejsce.
            Rai parsknął śmiechem.
            – To może inaczej – odchrząknął. – N’est pas triste. On va bien. Je te promet.
            – Dobrze wiedzieć – powiedziałem. Pocałowaliśmy się, a potem przetarłem oczy. Wyprostowałem się i rozejrzałem po łazience.
            – To chyba wszystko – stwierdziłem.
            Rai skinął głową.
            – No to na nas już naprawdę pora.
            Drzwi do łazienki otworzyły i stał w nich Tymon. Niósł na rękach Zmorkę, która wyglądała na pobudzoną.
            – Wasz ptak straszy moją kotkę – oznajmił. – Żądam satysfakcji!
            – To może pora skorzystać z cudu masturbacji? – zaoferowałem. Rai zachichotał.
            – Zrymowałeś.
            – Pewnie!
            Przybiliśmy sobie piątki. Tymon wywrócił oczami.
            – Macie jakąś klatkę dla tego potwora? – zapytał. – Zmorka nie może się stresować, to źle wpływa na jej sierść.
            Posłałem Raiowi spojrzenie, które mówiło mniej więcej „świr”, a Rai skinął głową.
            – Już idę po klatkę – poinformował i wyszedł z łazienki, biorąc ze sobą torbę. Tymon prychnął jak rasowy kot i wrócił do salonu. Dołączyłem do reszty i rozejrzałem się po przerażająco pustym mieszkaniu. Zostały tylko meble, które i tak nie były nasze, ale przez prawie pięć lat tak je traktowaliśmy. To tutaj nauczyłem się ile wyzwań niesie mieszkanie z drugą osobą. W filmach to wyglądało na o wiele prostsze, ale daliśmy radę.
            – No dobrze. – Amanda klasnęła w dłonie. – Daj tę klatkę, Rai. Ja zaniosę Majtka. Leon, Mikołaj i Tymon, łapcie za pudła z kuchni. A ta dwójka niech tutaj poczeka, bo zaraz wpadnie Krysia odebrać od nich klucze.
            – Czekamy przy samochodach – poinformował Leon i wziął dwa pudła. Aksel dreptał przy jego nogach, prawie go przewracając. Mikołaj wziął kolejne dwa, Tymon również. Zostawili nam już samą resztkę.
            Gdy zamknęły się drzwi, westchnąłem lekko.
            – I zostało ich dwóch – powiedziałem. Nie podobał mi się pogłos, który rozchodził się po mieszkaniu, ogołoconym z naszych rzeczy. – Jezu, nie wiedziałem, że to będzie takie trudne.
            Rai pokiwał głową i mnie objął. Rozglądaliśmy się po pomieszczeniu, nie mogąc uwierzyć, że je opuszczamy. Ten czas minął tak szybko, że nawet nie zauważyłem kiedy, a razem z Raiem skończyliśmy studia. Chociaż jak to powtarzał Rai „moje studia nigdy się nie kończą”, to oficjalnie je zakończyliśmy i teraz czekały nas kolejne, dużo bardziej dorosłe, wyzwania.
            Złapałem Raia za rękę i zrobiliśmy sobie krótki, bezcelowy, spacer po mieszkaniu. Po salonie, połączonym z kuchnią. Po sypialni. Po małym przedpokoju. Nigdzie już nie było naszych rzeczy. Mieszkanie dokładnie w takim samym stanie w jakim je zastaliśmy. Podeszliśmy do okna, które wyglądało na patio i parking. Nasi przyjaciele już się tłoczyli, przy dwóch samochodach. A gdy unieśliśmy wzrok, naprzeciwko w oknie, stała staruszka. Uśmiechnęła się do nas i nam pomachała. Odpowiedzieliśmy tym samym.
            – Ach, będę tęsknił za naszą podglądaczką – stwierdził Rai.
            – Tak. Dodawała pikanterii – przyznałem. – gdy chowaliśmy się po salonie, aby nas nie widziała, gdy uprawiamy seks. To było wyzwanie.
            – Ale odkryliśmy kilka nowych pozycji.
            – Tak, to prawda. Powinniśmy jej wysłać kwiaty.
            Parsknęliśmy śmiechem.
            Pani Krysia przyszła po dziesięciu minutach. Ona też się nic nie zmieniła. Miała na sobie wielobarwną sukienkę w kwiaty, kolorowe paznokcie, a jej ruchy wprawiały w ruch wszystkie bransoletki jakie nosiła. Wyjęła ze swojej małej torby umowę, kończącą naszą współpracę. Była fantastyczną właścicielką mieszkania. Nigdy się nam nie narzucała, a gdy raz mieliśmy problem z rurami w łazience, wysłała do nas ekipę, aby to zbadali i naprawili.
            – Dobrze, chłopcy, dziękuję wam za współpracę. – Uścisnęliśmy jej dłonie. – Nie będę ukrywała, nie wiem gdzie teraz znajdę dwójkę tak dobrych lokatorów. Nigdy nie sprawialiście kłopotów. Zawsze płaciliście na czas. Geje to jednak równe chłopy.
            Wzdrygnąłem się i spojrzałem na Raia. Wyglądał na rozbawionego.
            – Pani wie o nas? – zapytał.
            – Dziecko, nie trzeba dużo logiki, aby stwierdzić, że coś jest na rzeczy między chłopakami, którzy wprowadzają się do mieszkania z jedną sypialnią – odpowiedziała. – Poza tym Amanda mi powiedziała, co za czarująca dziewczyna – dodała. – No dobrze, nie chcę was już dłużej zatrzymywać. Musicie jeszcze tyle dziś przejechać.
            Pożegnaliśmy się i zostawiliśmy panią Krysię w mieszkaniu.
            – Jak już weźmiemy ślub, zapraszamy ją koniecznie – poinformował Rai.
            – Obowiązkowo. – Spojrzeliśmy sobie w oczy. – Będzie moją świadkową! – wypaliliśmy równo, a potem roześmialiśmy się głośno. Dobry humor towarzyszył nam aż do parkingu. Spoważniałem, bo nadeszła najgorsza chwila. Pożegnanie.
            Zacząłem od Tymona.
            – Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś zobaczymy cię na ekranie – powiedziałem.
            – Pewnie, że tak – odpowiedział pewnym głosem, wzruszając ramionami. – Beze mnie telewizja upadnie. Póki co jednak mam wakacje, a potem mój menadżer załatwia mi nowe castingi. Wydaję mi się, że jeżeli wszystko dobrze pójdzie będziecie mnie również widzieć w jednym z telewizyjnych show, ale nie zdradzę nic więcej, abyście mieli niespodziankę. Ach, gdybyście kiedyś chcieli zobaczyć mnie na scenie, piszcie śmiało. Mam zawsze bilety. Wiecie, te najlepsze i…
            – Zapamiętam! – przerwałem mu szybko, bo wiedziałem, że Tymon może mówić o sobie przez dużą ilość czasu. – Dzięki wielkie, Tymon.
            – Ach, no i trzymajcie się w tym Gdańsku – powiedział, ściskając moją dłoń. W drugiej wciąż trzymał Zmorkę, przyciśniętą do jego piersi. – Nie utopcie się.
            – Postaramy się – obiecał Rai. Teraz on żegnał się z Tymonem, a ja podszedłem do Mikołaja. Do nowej, przystojnej wersji Mikołaja. Ta fryzura naprawdę podkreślała wszystkie atuty jego twarzy.
            – Nie będę ukrywać, będę za tobą tęsknić – wyznałem. Mikołaj skinął głową.
            – Ja również. Biorąc pod uwagę początek naszej relacji, aż dziw bierze, że jeszcze tu stoimy.
            Roześmiałem się.
            – Faktycznie. Dzięki za pomoc, Mikołaj. I za to, że pomogłeś nam urządzić nowe mieszkanie.
            – Cała przyjemność po mojej stronie – odpowiedział sennie. – Jeżeli kiedyś będziecie potrzebować noclegu w Toruniu, piszcie śmiało.
            Uśmiechnąłem się.
            – Wzajemnie. Tyle, że w Gdańsku.
            Uścisnęliśmy się z Mikołajem, a robiliśmy to naprawdę rzadko. Prawdę mówiąc nawet nie pamiętam czy kiedykolwiek tak się zachowaliśmy względem siebie. Poklepaliśmy się po plecach i potem odwróciłem się do osoby, z którą wiedziałem, że najciężej będzie mi się pożegnać.
            Leon wyglądał na w połowie zasmuconego i zdenerwowanego. Popatrzyliśmy chwilę po sobie i żadne z nas nic nie powiedziało. Co się mówiło swojemu najlepszemu przyjacielowi, którego mogło się widzieć codziennie, a teraz będzie to ograniczone? Tyle mnie  z nim łączyło, że próbowałem się nie rozkleić, gdy otwierałem usta, aby coś powiedzieć.
            Ale Leon jedynie mnie objął mocno i poklepał po plecach.
            – To nie pożegnanie, Pierre – szepnął cicho, aby inni nie usłyszeli. – Wciąż jesteś moim najlepszym przyjacielem. Odległość tego nie zmienia.
            – Wiem – odpowiedziałem cicho. – Dzięki… Ulryk.
            – Ale ci jebnę, małolat! – wykrzyknął.
            Roześmiałem się i wyszczerzyłem do niego zęby. Pokręcił głową i zmierzwił swoje brązowe włosy. Spojrzał w bok, wyraźnie nie chcąc mówić nic więcej. To było nawet urocze, że tak bardzo starał się ukryć uczucia.
            To najprostsze pożegnanie było najlepsze, bo niepełne. Leon po prostu wiedział, że jeszcze się spotkamy.
            I wierzyłem w to też ja.
            Amanda wsiadła do swojego wielkiego auta, gdzie była większość naszych rzeczy. Ja wsiadłem do golfa Raimunda i ostatni raz pomachaliśmy naszym przyjaciołom. Leon, Mikołaj, Tymon…
            Gdyby nie oni nie przeżylibyśmy tyle z Raiem. Posłałem ostatnie spojrzenie Leonowi. O sekundę za długie, abym potem czuł się z tym swobodnie. Westchnąłem i wpatrywałem się w drogę. Już za nimi tęskniłem.
            Lecz jechaliśmy do Gdańska.