wtorek, 31 października 2017

Rozdział bonusowy - Halloween u Leona i Mikołaja




            Buuuuuuuu!            Boicie się?
             Przed Wami rozdział dodatkowy z okazji Halloween! Pierre, Rai, Leon, Mikołaj i... Amanda! Są... różne rodzaje zabaw w Halloween, dlatego ostrzegam, że mogą być sceny odrobinę nieprzyzwoite.             Cudowna TheGeorge narysowała specjalnie na tę okazję specjalne obrazki. Na pewno Wam się spodobają... ;)

            A teraz... miłej lektury i do poczytania! 










 ROZDZIAŁ BONUSOWY
Halloween u Leona i Mikołaja


            Leon przebudził się w nocy, słysząc dziwny odgłos, jakby coś upadło.
            Usiadł na łóżku (tak, ostatecznie z Mikołajem, po wielu latach spania jedynie na materacu, zainwestowali w duże, dwuosobowe łóżko, stojące tuż pod oknem dachowym), a Aksel siedział w jego nogach i merdał ogonem.
            Leon musiał przetrzeć oczy.
            Otóż naprzeciwko łóżka stała drabina (którą trzymali normalnie w piwnicy), a na niej Mikołaj rozwieszający małe, świecące dynie. Wpatrywali się tak chwilę w siebie. Leon wziął głęboki wdech.
            – Chcę wiedzieć o co chodzi? – zapytał.
            – To sen, Leonie – odpowiedział cicho Mikołaj.
            – O mój Boże – jęknął i opadł na poduszkę. – Wiesz, że żartowałem, gdy mówiłem, że fajnie byłoby zrobić imprezę halloweenową?
            Mikołaj zmrużył powieki.
            – Naprawdę, Leonie? Jesteśmy razem od sześciu lat i nadal myślisz, że wiem kiedy żartujesz?
            – Tak, to mój błąd. – Leon ziewnął potężnie. Przeciągnął się i zamknął oczy. – Czyli robimy imprezę halloweenową?
            – Oczywiście. – Mikołaj wrócił do podwieszania dyń pod sufitem. – Już napisałem i zalaminowałem zaproszenia.
            – Kiedy to zrobiłeś?!
            – Jak spałeś – odpowiedział spokojnie. – Ustaliłem też menu, a także listę gości. No i zaplanowałem ozdoby.
            – Kochanie, jest trzecia w nocy. Może jednak uznasz to za czas na sen?
            Aksel szczeknął.
            – Cudownie. Rozbudziłeś psa – prychnął Leon. – Od razu mówię, że to nie ja idę z nim rano na spacer.
            Mikołaj tego nie skomentował. Zszedł z drabiny i poszedł do kuchni. Stały tam trzy dynie oraz przygotowany ostry nóż. Gdy tylko Leon usłyszał odgłosy krojenia, otworzył oczy. Odkrył się szybko i wstał z łóżka. Dzisiaj spał w bokserkach z napisem „DOGGY STYLE”. Poczłapał do kuchni i stanął za Mikołajem. Z zaczerwienionymi oczami oraz grymasem na twarzy.
            – W chuja sobie lecisz, młody? – zapytał.
            – Halloween za trzy dni, a my jesteśmy w kropce.
            – Mikołaj. – Leon złapał go za dłoń i wyrwał mu nóż z dłoni. – Jutro idziemy do pracy. Połóż się spać, proszę.
            – Ale…
            – Jutro ze wszystkim ci pomogę – obiecał. Objął go od tyłu i przytulił do siebie. – Tylko, proszę, wróć już do łóżka.
            Mikołaj westchnął ciężko.
            – Ale…
            – Ciii – poprosił Leon i położył palec na ustach Mikołaja. – Już. Do łóżka. Spać. Uspokój myśli. Nie musisz tego robić teraz, okej?
            Mikołaj pokiwał powoli głową.
            – Pomożesz mi?
            – Obiecuję.
            Pocałował tył szyi Mikołaja, po czym go podniósł z podłogi i ruszyli do łóżka. Leon swoim łokciem zgasił światło w kuchni, a potem zaniósł swojego chłopaka do łóżka. Położył go na materacu i przykrył. Położył się obok niego, a Aksel przycupnął po drugiej stronie, dzięki czemu Mikołaj znalazł się między swoimi ukochanymi psami.
            – Przepraszam – szepnął Mikołaj.
            – Nie masz za co mnie przepraszać – zapewnił Leon i pocałował Mikołaja w czoło. – Nic się nie stało. W sumie taka impreza to może być nawet fajny pomysł.
            Mikołaj nieco się uspokoił i wtulił się w Leona.
            – Myślałem, że ci się spodoba…
            – Podoba. Mówię prawdę – powiedział cicho Leon. – Śpij już.
            Mikołaj wziął głęboki wdech delektując się ciepłem i zapachem ciała Leona, którego od wielu lat nie miał dość.
            – Kocham cię – szepnął.
            – Ja ciebie też kocham, Miki – zapewnił Leon, uśmiechając się delikatnie.

***

            Nadszedł wielki wieczór, który Mikołaj starannie zaplanował, a Leon mu w tym pomógł, aby jego chłopak był zadowolony z ostatecznego efektu.
            Tak więc to Leon zabrał się za zawieszanie dyniowych lampek, duchów, pajęczyn, pająków (na które Aksel szczekał) oraz balonów, a Mikołaj zajął się gotowaniem i przygotowywaniem ponczu. Puścili sobie muzykę z Miasteczka Halloween dla lepszego nastroju.
            Gdy Leon skończył z ozdobami, zabrali się z Mikołajem za robienie latarni z dyń. Leon nigdy nie był dobry w takich pracach, więc wpadł na inny pomysł. Jego chłopak tak się skupił na drążeniu w dyni, że nawet nie zauważył, co robi sam Leon. Po kilku minutach usłyszał jak Leon go nawołuje. Oderwał wtedy wzrok od dyni.
            – Co chcesz…? – urwał, gdy dostrzegł, że Leon stoi przed nim kompletnie nagi, z przygryzioną wargą. Uniósł znacząco brwi, natomiast swoje najbardziej intymne miejsce zasłaniał dynią.
            – Co ty na to? – zapytał.
            – Wygląda… ciekawie – przyznał Mikołaj, wpatrując się w dynię. – Czy to twój strój?
            Leon parsknął śmiechem.
            – Pasuje? Zasadniczo to zrobiłem w niej odpowiednią… dziurę – wyjaśnił, a potem poruszał biodrami. Mikołaj oblał się rumieńcem.
            – Jesteś chorym zboczuchem – oznajmił.
            – I kochasz to – odparł Leon, nie przestając poruszać biodrami.
            Mikołaj odłożył nóż na blat i sięgnął po dynię, z którą Leon się zabawiał. Wyrwał ją z rąk, pozostawiając Leona nago, jedynie z kłem na rzemyku. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, Mikołaj uklęknął przed nim i wziął męskość chłopaka do ust. Leon poruszył się niespokojnie i oparł się o blat. Zanurzył dłonie w czarnych włosach Mikołaja, które powoli odrastały mu do normalnej długości, po tym jak je ściął jakiś czas temu, gdy siostra Raia zabrała go na zakupy i do fryzjera, aby odświeżyć jego image.
            Leon preferował jednak te dłuższe włosy. Mógł za nie złapać i pociągnąć mocniej. Mikołaj wydał jęk, gdy delikatny ból rozszedł się po jego czaszce.
            – Och, skarbie – jęknął Leon, odrzucając głowę do tyłu. – Nie przestawaj.
            Pociągnął go mocniej za włosy i przygryzł wargi, gdy usłyszał jęk Mikołaja.
            – Może chcesz mocniej? – zapytał Leon, łapiąc głowę Mikołaja drugą ręką. I nie czekając na odpowiedź (nie żeby Mikołaj był teraz w pozycji do mówienia), zaczął poruszać szybko biodrami, penetrując usta i gardło swojego chłopaka.
            Mocniejsze i bardziej agresywne ruchy sprawiły, że Leon zaczynał tracić swoją świadomość. Pozwalał się ponieść instynktom i pragnieniom. Ciepło i wilgotność, które otaczały jego męskość oraz poczucie dominacji, zakręciło mu w głowie. Z przyjemnością powitał fale zbliżającego się orgazmu. Przyspieszył ruchy biodrami, uderzając moszną o brodę Mikołaja. Po kilku chwilach, poczuł jak czubek jego penisa zapłonął, a potem orgazm rozszedł się po ciele, sprawiając, że wstrząsnął nim dreszcz, wydał z siebie głośny jęk, a następnie zgiął się wpół, czując na swoim brzuchu, łaskoczące włosy Mikołaja.
            Przytrzymał Mikołaja przy sobie, nie pozwolił mu odejść, póki nie połknął wszystkiego, co Leon mu zaoferował. Z kilkoma ostatnimi ruchami i jękami, na jego twarzy rozlał się błogi uśmiech.
            Potem puścił Mikołaja, a ten wycofał się i otarł usta i brodę. Spojrzał na Leona z dołu.
            – Smakowało dynią…
            Leon roześmiał się.
            – Wszystkiego najlepszego z okazji Halloween!
            – Nie powinno być „cukierek albo psikus”?
            – Ach. Racja.
            – No dobrze. – Mikołaj spojrzał na dynię z sugestywną dziurą w sobie. – Co z nią zrobimy?
            – Wygląda trochę jak… Krzyk.
            – Porównujesz dynię, która robiła ci za seksualną zabawkę do dzieła sztuki, które zachwyca cały świat? – spytał Mikołaj.
            – Jak tak o tym mówisz, to może brzmieć dziwnie – prychnął. – Dobra, coś wymyślę.
            Ostatecznie zdecydował się na zrobienie kilkunastu dziur w dyni, aby po wsadzeniu do środka świeczki, na ścianach pojawiały się okrągłe plamy światła.



           
***

            W dniu imprezy, gdy nastał już wieczór, Leon i Mikołaj zabrali się za ostateczne przygotowanie. A konkretnie – strój. Aby zrobić sobie niespodziankę, swoje pomysły na przebranie zachowali dla siebie. Dlatego Leon przebierał się w kuchni, a Mikołaj w łazience. Aksel biegał od jednego do drugiego miejsca, podpatrując w co przebiorą się jego panowie.
            Poncz stał gotowy na stole, dynie postawione zostały przy drzwiach, aby witały gości, a straszne przekąski już ładnie podane, rozstawione były w różnych miejscach loftu.
            – Jesteś gotowy? – zawołał Mikołaj.
            – Jeszcze chwila! – odparł Leon, mocując się z psem. – Jeszcze Aksel!
            Pies najwidoczniej bardzo nie chciał brać udziału w Halloween, bo nie dawał sobie założyć różek diabła na głowę. Niestety, Leon był uparty i ostatecznie ubrał psa, który pogodził się ze swoim losem.
            – Okej! Jestem gotowy!
            Mikołaj wyszedł z łazienki, przebrany za ducha. Jednak widać było, że włożył w strój dużo pracy. Leon słyszał w przeciągu ostatnich dni jak Mikołaj coś szyje. Tak więc przebranie ducha wyglądało jak peleryna z kapturem i białą maską na twarzy. Reszta ubrań również była biała, a w dłoni trzymał koszyk imitujący pomarańczową dynie. Natomiast na szyi wisiał łańcuch.
            – Bu – powiedział obojętnie, niczym najnudniejszy duch na świecie.
            Leon natomiast przebrał się za wilkołaka. Miał na sobie podarte jeansy, rozpiętą koszulę w kratę bez rękawów (odsłaniającą delikatnie owłosioną klatkę piersiową), pod którą widać było skórzane pasy, które przeważnie służyły im do ich bardziej wyrafinowanych zabaw łóżkowych. Na szyi miał obrożę, do której przypięty był łańcuch. Za to na głowie miał coś w rodzaju kaptura, który miał wilcze uszy. Dłonie skryte były za rękawicami bez palców, które również imitowały łapy wilka.
            – Hauuuu! – zawył groźnie.
            – Skąd masz to przebranie?
            – Pogadałem z Tymonem i załatwił mi to z teatru – wyjaśnił.
            – Rozmawiałeś z Tymonem? To musiało cię wiele kosztować.
            – Myślałem, że ukręcę mu łeb – odparł wilkołak-Leon, wzruszając ramionami. – Okej, to teraz czekamy na gości. – Zbliżył się do Mikołaja i zdjął maskę z jego twarzy. Mikołaj pomalował swoją twarz na trupio-biało, przez co był jeszcze bardziej blady niż zwykle, a oczy otoczył czarną farbą do ciała, przez co wyglądał jakby miał wielkie sińce. Choć przypominał też trochę pandę, co rozczuliło Leona. – Mamy jeszcze trochę czasu, więc może… pobawimy się? – zaoferował, warcząc delikatnie.
            Mikołaj uniósł brew.
            – Co masz na myśli?
            – Wiesz… uprawianie seksu w strojach jest trochę podniecające – wyjaśnił, krążąc dłonią po białym stroju Mikołaja.
            – Teraz? Zaraz będziemy mieli gości – powiedział Mikołaj, a dłoń Leona nie przestawała. Była coraz bardziej nachalna. – Ach… – jęknął.
            Leon pocałował go mocno i przygryzł wargę. Jego ręka zjechała w dół do spodni dresowych Mikołaja, w których widać było wypukłość. Dłoń Leona zacisnęła się na niej.
            – Mogę jakoś pomóc? – spytał potulnie, czując, że Mikołaj powoli daje się skusić. – Spełnię twoje rozkazy, hau… Możesz ujarzmić wilkołaka…
            Mikołaj pocałował go w usta, a potem szepnął:
            – Siad.
            Leon uczynił to, padając na kolana. Zawył i zawarczał przy tym, a Mikołaj pogłaskał go po głowie i włosach.
            – Jesteś dobrym wilkołakiem? – zapytał, wsuwając dłonie pod kaptur z wilczymi uszami i złapał go za włosy. Leon gorliwie pokiwał głową. – Zdejmij moje spodnie.
            Leon złapał za sznurki od dresów i rozwiązał je. Następnie ściągnął tylko spodnie. Nauczył się, że nie powinien wtedy zdejmować również bokserek Mikołaja. Dostawał wtedy za to karę, a chciał być dobrym wilkiem. Dobre wilkołaki czeka nagroda.
            Mikołaj masował swoją męskość przez materiał bokserek, a Leon zaskomlał. Wiedział jednak, że nie może się ruszyć, może tylko patrzeć. Mikołaj się nie spieszył, tak samo jak wtedy, gdy pierwszy raz przypiął go kajdankami do rury od kaloryfera. Wtedy pragnął Mikołaja, chciał go mieć, a nie mógł i wariował. Teraz czuł się lepiej… wytresowany.
            Mikołaj, nie przerywając masowania wybrzuszenia, położył jeden z palców na ustach klęczącego Leona.
            – Otwórz buzię – rozkazał. Leon posłusznie wykonał polecenie i uchylił usta, a palec Mikołaja wsunął się do środka. Głęboko w jego gardło, a Leon się zakrztusił. – Co? – roześmiał się. – Nie dajesz rady.
            Leon zawarczał i uspokoił się, chociaż jego oczy zaszły delikatnie łzami.
            – Spróbujmy jeszcze raz – oznajmił Mikołaj i tym razem wsunął dwa palce w usta Leona. Język zaświdrował między nimi, natychmiast sprawiając, aby były mokre. Ponownie Mikołaj wsunął palce głęboko i tym razem Leon to wytrzymał. Mikołaj wycofał się z zadowoloną miną. – Bardzo dobrze. Zasłużyłeś na nagrodę.
            Leon pokiwał głową i zaskomlał.
            – Daj łapę – powiedział Mikołaj. Leon uniósł rękę, a Mikołaj ją ujął i przyłożył do swoich bokserek. – Masuj. – Leon wykonał to polecenie z wielką chęcią. Czuł za materiałem upragnioną nagrodę za swoje dobre zachowanie. – Bardzo dobrze. Daj głos, wilczku.
            – Auuuu.
            – Głośniej.
            – Au! Auuu! Arrrr! Auuu!
            – Bardzo dobrze. Teraz zsuń bokserki.
            Leon zrobił to natychmiast, a tuż przed jego twarzą pojawiła pożądana męskość Mikołaja. Piękna, blada, delikatnie zakrzywiona w lewo.
            – Otwórz usta i wystaw język – oznajmił Mikołaj.
            A więc Leon klęczał przed Mikołajem, z otwartymi ustami i wystającym językiem. Mikołaj położył główkę na języku chłopaka, ale nic z tym nie zrobił. Leon zaczął ciężko oddychać, czując słony zapach. Spojrzał w górę i zaskomlał.
            – Co chcesz, wilczku? – zapytał uprzejmie Mikołaj. – Powiedz, co chcesz.
            – Twojego kutasa – załkał Leon, nie licząc się ze słowami. W głowie mu się kręciło i chciał więcej. Mikołaj go torturował. – Proszę.
            – Nie wiem czy na to zasłużyłeś – powiedział Mikołaj.
            – Proszę – jęknął.
            W oczach Leona zapłonęło pragnienie, które zostało rozproszone przez dzwonek do drzwi. Obaj drgnęli, jakby wybudzeni zostali ze snu. Leon szybko wstał i wyrzucił z siebie kilka niecenzuralnych słów, a Mikołaj podciągnął spodnie i upewnił się, że nikt nie zauważy jego ekscytacji oraz tego co przed chwilą robili z Leonem.
            – Wrócimy do tego – zawarczał Leon.
            – Koniecznie.
            Aksel już skakał pod drzwiami, nie mogąc się doczekać gości. Okazało się, że byli to Pierre i Raimundo, którzy nie wyglądali w ogóle na przebranych.
            – Stop! – oznajmił Leon, nie wpuszczając ich do środka. – Nie przebrałeś się, nie wchodzisz.
            – Spokojnie, Leon – powiedział Pierre. – Mamy przebrania w torbach. Nie chcieliśmy iść w nich przez miasto.
            – Ojej, macie aż tak prowokacyjne stroje?
            – Prawie.
            – Dobrze, przesuńcie się. – Spomiędzy Pierre’a i Raia wysunęła się trzecia osoba. Była to Amanda, która najwidoczniej nie miała problemów ze swoim strojem. Przebrana była za Asami z Legendy Korry i Leon wiedział kto to jest, bo obejrzał tę bajkę, bo ktoś mu powiedział, że koniec końców Korra i Asami są ze sobą. Jak się okazało tak było rzeczywiście na sam koniec.
            – Ta-dam! – zaprezentowała się, robiąc piruet. – Co sądzisz? – zapytała Mikołaja. Amanda go uwielbiała i zawsze ceniła jego szczere zdanie. Ich bliskość pewnie zawiązała się po tym, jak Mikołaj namalował ją nago.
            – Bardzo ładne – odparł Mikołaj. – Chociaż nie wiem kim jesteś.
            – Asami Sato – wyjaśniła.
            – Wciąż nic mi to nie mówi.
            – To ta bajka, którą oglądałem – wyjaśnił Leon.
            – Dobra, idźcie się przebrać! – zawołała Mandy. – Nie chcieli od razu, głupki.
            Pierre i Raimundo zamknęli się w łazience i Leon zaczął zastanawiać się, czy to dobry pomysł, aby ich tam zostawiać we dwójkę. Podobno ostatnio ich życie seksualne było pełne urozmaiceń, a przynajmniej tak twierdził Pierre.
            W tym czasie pojawiali się kolejni goście – koledzy i koleżanki z dawnej pracy Leona w kinie, a także znajomi ze studiów Mikołaja. Ostatecznie loft się zapełniał i rzeczywiście wszyscy się przebrali, chociaż Leon miał pewnie wątpliwości, co do stroju dresa, ale ostatecznie uznał, że nie ma co się kłócić.
            Jak się okazało, Pierre i Raimundo, nieznośnie słodcy i jak zawsze perfekcyjni, ubrali się w stroje, które ze sobą współgrały.
            Pierre ubrany był w całkiem obcisły, czarny strój z opaską na oczy i kocimi uszami. Natomiast Raimundo ledwo zmieścił swoje muskularne ciało w opinający go czerwony strój w czarne kropki. Podobną opaskę miał na oczach.
            – No nie – powiedział Leon. – Miraculum: Biedronka i Czarny Kot? Nawet to musicie spedalić?
            – Nie czepiaj się, bo zrobię ci tu kotastrofę – odparł Pierre. Leon jęknął ciężko i wywrócił oczami.
            – Nie przejmuj się, Leon. Ja mam jojo mocy. Czy coś takiego – dodał Rai, szczerząc zęby. Jakim cudem on się mieści w tym stroju? Wyglądał jakby zaraz ma na nim się rozerwać.
            – Kot w moim domu – warknął Leon i wskazał palcem na Pierre’a, który właśnie zaczął bawić się swoim dzwoneczkiem przy szyi. – Granda.
            – Lepiej mi powiedz gdzie jest kuwetka i gdzie mogę wypluć kłaczki.
            – Jesteś ohydny – oznajmił Leon z udawaną pogardą. – A ty zmieniłeś Biedronce płeć?
            – Zgadza się! – Rai zaprezentował swój biceps i mrugnął do Leona. – Biedronka na sterydach. A ty jesteś wilczkiem?
            – Wilkołakiem – poprawił go. – Ignorancie – dodał.
            Leon nie był ślepy i doskonale widział jak łakomie Pierre spogląda na swojego narzeczonego. Wierzył, że będą mieli przynajmniej trochę przyzwoitości i pójdą do łazienki, gdy już będą bardzo nakręceni.
            A skoro o tym mowa…
            Impreza się rozkręcała. Muzyka grała, alkohol powoli zamraczał umysły, robiono setki zdjęć. Pierre i Raimundo zrobili furorę, gdy Rai uniósł Pierre’a nad głowę, napinając bicepsy, a Pierre wyglądał jak przerażony kot, który ugrzązł na gałęzi drzewa.
            Mandy mimowolnie została komendantem imprezy i to ona przejęła dowodzenie, konsultując wszystko z Mikołajem. Leon z czułością obserwował jak ta blada zjawa krążyła po lofcie i upewniała się, że każdy dobrze się bawi. Zrobiono im we dwójkę kilka zdjęć, które Leon miał zamiar wstawić na Instagram.
            Amanda zgarnęła kilka osób do gry w kalambury, co stało się wkrótce główną atrakcją i powodem do wielu śmiechów, gdy każdy próbował przedstawić bez słów wylosowane słowo.
            Mikołaj wtedy przysunął się do Leona, który właśnie stał nieco z boku ze szklanką czerwonego ponczu.
            – Psst – szepnął do niego. – chodź ze mną.
            Leon zmarszczył czoło, ale podążył za Mikołajem do kuchni. Skryli się w kącie i wtedy Mikołaj pocałował Leona w usta. Zaskoczony chłopak na początku nie wiedział o co chodzi, ale po chwili odwzajemnił pocałunek.
            – Okej? – zapytał, gdy Mikołaj przygryzł jego wargę. – Za co to?
            – Dziękuję. Za pomoc w zorganizowaniu imprezy – wyjaśnił szybko.
            – Nie ma problemu. Jest bardzo fajnie – zapewnił Leon, szczerząc zęby. Potem nimi kłapnął przy uchu Mikołaja. – Mamy coś do dokończenia...
            Dłoń Leona dyskretnie wsunęła się pod spodnie Mikiego. Tamten drgnął i obejrzał się przez ramię.
            – Tutaj? Teraz?
            – Mhm – zamruczał Leon. Ustawili się tak, że biała płachta Mikołaja zasłaniała Leona, który ukucnął. – Jestem jednak niegrzecznym wilczkiem – dodał cicho.
            Mikołaj wahał się, ale byli schowani w jednym z kątów i wszyscy patrzyli teraz na kalambury Raia, a zwłaszcza żeńska część gości. Zapewne już wiedziały, że jest gejem, bo z Pierrem nie szczędzili sobie czułości, ale i tak było na co popatrzeć.
            Leon zsunął odrobinę dresy Mikołaja i od razu wziął do ust to, co skrywało się za bokserkami. Mikołaj poruszył się niespokojnie i zerknął przez ramię. To było naprawdę podniecające. Ryzykowne, ale podniecające.
            Leon złapał pośladki Mikołaja w dłonie i ścisnął. Czuł w sobie ciepłą i gładką skórę Mikiego, słony smak, który był już mu tak dobrze znany.
            – Leon – szepnął Mikołaj. – Zaraz dojdę…
            Leon-wilkołak więc przyspieszył, ale Mikołaj-duch mógł dojść jeszcze szybciej. Niedługo Leon poczuł ciepłe nasienie swojego ukochanego w ustach i połknął je bez żadnego problemu. Drażnił go jeszcze przez chwilę, chcąc sprawdzić czy Mikołaj wyda z siebie głośniejszy jęk, ale potrafił być dyskretny. A więc wyciągnął penisa z usta, schował z powrotem w bokserki i dresy, a następnie poklepał dłonią. Mrugnął z dołu do Mikołaja.
            – To było ryzykowne – syknął.
            – Jestem na piątym piwie, grzeję na to – odparł Leon, prostując się.
            – Tak, ale wciąż…
            – Nie podobało ci się? – spytał.
            – Podobało – powiedział cicho Mikołaj.
            W tym momencie dało się słyszeć dziwny dźwięk rozrywania materiału, a chwilę później głośne śmiechy. Leon i Mikołaj jak na zawołanie spojrzeli w tamtym kierunku, by przekonać się, że biedronkowy strój Raia rozerwał się wzdłuż jego torsu, odsłaniając jego ładne, muskularne ciało. Wpatrywał się w to zażenowany, a Pierre prawie spadł z krzesła, nie mogąc przestać się śmiać. Ściągnął szybko opaskę, aby móc przetrzeć oczy z łez.
            Leon tym razem padł na kolana ze śmiechu.
            – Boże, Rai – jęknęła Amanda. – Ty góro mięśni, dlaczego tak się w tym napinałeś jak paw?
            – Bo lubię się chwalić – odparł nieco zmieszany. – Pierre? Pomożesz…?
            Pierre, wciąż czerwony na twarzy, ze śladami łez na policzkach, pokiwał głową. Podszedł do Raia, złapał go za rękę i zabrał do łazienki, próbując się nie śmiać, co mu nie do końca szło.
            – Leonie, zbierasz kurz i brud na swój strój – wtrącił Mikołaj, gdy Leon wciąż się tarzał po podłodze. W końcu pokręcił głową i ruszył do reszty, zostawiając swojego chłopaka na ziemi, mokrego od łez i czerwonego ze śmiechu.
            Mikołaj usiadł na kanapie obok Amandy.
            – Widziałam co zrobiliście – szepnęła podekscytowana. Mikołaj zachował pokerową twarz.
            – Co masz na myśli? – zapytał.
            – Człowieku, mój sensor gejowskiego seksu szaleje w tym mieszkaniu – odpowiedziała cicho. – Jesteście trochę pokręceni, co? – Uniosła znacząco brwi.
            – Zależy o co ci chodzi – odparł Leon. Pojawił się nagle i usiadł po drugiej stronie Amandy. – Ale mogę ci powiedzieć, że jedyny powód, dla którego nie mamy tutaj seks-huśtawki to taki, że według Mikołaja obniży wartość nieruchomości.
            Mandy zmarszczyła czoło.
            – W jakim sensie?
            – Zwisające łańcuchy podobno się nieładne – prychnął Leon, nalewając sobie ponczu.
            – Bo są – odparł Mikołaj. – Co innego, gdy są częścią stroju – zaznaczył, bo Leon już chciał coś powiedzieć. – Zwisająca huśtawka z sufitu jest niepraktyczna…
            – Wiecie, że są takie rozkładane huśtawki? – spytała Mandy. – Składa się je i rozkłada i można je łatwo przechowywać.
            Leon prawie zakrztusił się ponczem, a Mikołaj posłał Mandy znaczące spojrzenie, jakby chciał, aby nie kontynuowała tematu.
            – Co?! Są takie?! – ryknął Leon.
            – Pewnie, że tak.
            – Mandy – jęknął Mikołaj, a Leon porzucił szklankę i wystrzelił do swojego komputera. – Cudownie – westchnął ciężko. – Teraz będzie chciał to kupić…
            – Oj. Przepraszam. – Amanda przyłożyła dłoń do ust i spojrzała niewinnie na Mikołaja. Zmrużył oczy, nie będąc do końca pewien, że mówi szczerze.
           
***

            – Pierre – jęknął Rai, gdy jego chłopak właśnie całował jego tors. – Miałeś mi pomóc, a nie rozrywać to dalej.
            – Mhm – odpowiedział. – Wiem. Jasne. Ale nie możesz chodzić cały wieczór w takim stroju i myśleć, że nie będę chciał tego z tobą zrobić – oznajmił. Rozsunął suwak z tyłu stroju Raia i wydobył go z górnej części. Jego piękne ciało, z czasem jedyne bardziej muskularne i duże, było wspaniałe. Pierre pocałował go i przejechał dłońmi po jego torsie. Pierścionek zaręczynowy odbił światło z łazienki.
            – Pierre – szepnął Rai. – Ach… Chcesz abym tutaj doszedł?
            – Tak– powiedział i złapał Raia za jego męskość. – Tu i teraz.
            – Ha, ha! Jezu, Pierre. – Rai schylił się i złapał pod uda, aby móc go unieść. Przycisnął go do ściany i ocierał się swoim ciałem o ciało swojego narzeczonego, podczas gdy ten zakleszczył się nogami wokół pasa Raia. Całowali się przy tym namiętnie, oddychając coraz ciężej. Rai zaatakował szyję Pierre’a i wgryzł się w nią, zostawiając malinkę. Pierre syknął, ale uśmiechnął się. Lubił, gdy był tak naznaczany.
            – Pierre – jęknął Rai. Ocieranie się było u Raia jednym z największych fetyszów, miał czułe ciało, reagowało mocno na dostarczane mu bodźce. Przez tyle lat bycia razem, Pierre już nauczył się jak posługiwać się ciałem kochanka, by sprawić mu największą przyjemność.
            – Jeżeli dojdziesz w kostiumie, będziesz musiał się przebrać – szepnął Pierre, zachowując odrobinę rozsądku.
            – Mam to gdzieś – odparł, trzymając mocno Pierre’a w swoich objęciach, prawie go miażdżąc. Nacierał na niego swoimi mięśniami, swoim ciężarem i swoją siłą. Pierre to uwielbiał. Uwielbiał, gdy Rai na nim leżał, gdy był szczelnie zamknięty i nie mógł uciec.
            – Rai – sapnął Pierre. – Dojdź. Dojdź dla mnie.
            – Uch…tak… Pierre – jęczał cicho Rai. – Chcę…
            Ciało Raia zadrżało, mięśnie się napięły, zamknął szczelnie oczy i zacisnął się wokół Pierre’a najmocniej jak potrafił, gdy szczytował. Białe nasienie nasiąknęło w kostium, a część wypłynęła, brudząc uda i pośladki Pierre’a. Kilka kropel kapnęło na podłogę, a oni stali tak, drżąc. Dla Pierre’a sam widok szczytującego Raia, osiągającego orgazm, to była najwyższa forma satysfakcji.
            – Jezu – wyrzucił z siebie Rai. Złapał oddech, rozluźnił uścisk i otworzył oczy. Świat zdawał się być za mgłą. – Kocham cię, człowieku, nawet nie wiesz jak – wyznał i pocałował go mocno. Pierre odwzajemnił pocałunek i trwali tak przez kilka chwil.
            – Ja ciebie też kocham – oznajmił Pierre, gdy Rai odstawił go ostrożnie na ziemię. – I chyba musimy tutaj posprzątać.
            – Musimy? Mam ci przypomnieć, co Leon i Mikołaj zrobili w naszej kuchni?
            – Pamiętam – odparł Pierre i pokręcił głową. – Ale my nie jesteśmy zwierzętami jak oni. Naprawdę myśleli, że nikt ich nie zobaczy w tym kącie jak Leon…?
            Ktoś zapukał do drzwi.
            – I jak wam idzie? – zapytała Mandy. – Doszliście do rozwiązania sprawy?
            – Ona wie, co zrobiliśmy – szepnął przerażony Rai. – Ona jest wiedźmą albo ma tu kamery. Albo ma paranormalną zdolność wyczuwania gejowskiego seksu.
            – Technicznie to nie był seks – zauważył Pierre.
            – O Boże – jęknął Rai. – Jej moce są coraz potężniejsze. Teraz wyczuwa już nawet takie rzeczy!
            – Hej! – zawołała raz jeszcze. – W porządku?
            – Tak – odparł Pierre, sięgając po papier toaletowy. – Rai się przebiera – skłamał bez problemu. – Kostium niestety nie przetrwał jego męskości.
            – Tak, jestem pewna, że męskość Raia może rozerwać to i owo – przyznała Amanda.
            – Mandy! – ryknął Rai. – Wynoś się! Idź bądź zboczona gdzieś indziej!
            – Dobrze, dobrze. Jejku, jaki delikatny – odpowiedziała i odeszła.
            Odczekali chwilę, aż siostra Raia zniknie.
            – Ja posprzątam, a ty się przebierz – powiedział Pierre.
            Musiał przyznać, że to było bardzo udane Halloween. Ciekawe w jakim jeszcze kostiumie Rai wyglądałby tak atrakcyjnie…?